Autor Wiadomość
Franciszek
PostWysłany: Pon 17:07, 18 Sty 2010    Temat postu:

Na konferencji w Jałcie uzgodnili z Sowietami podział wpływów w Europie. "Wyzwolenie" Warszawy przez Sowietów było więc częścią ustalonego przez nich porządku. Jednak wybory, które odbyły się w styczniu 1947 roku pokazały, że nowa władza komunistyczna nie zamierza przestrzegać nawet najdrobniejszych postanowień jałtańskich, choćby takich, jak np. możliwość działania partii niekomunistycznych.
Gość
PostWysłany: Pon 17:06, 18 Sty 2010    Temat postu:

Polacy byli liczebnie czwartą siłą w obozie alianckim zaraz po USA, ZSRR i Wielkiej Brytanii. Jednak nasi zachodni sojusznicy nie docenili tego.
Gość
PostWysłany: Pon 17:05, 18 Sty 2010    Temat postu:

- Powstanie Warszawskie pochłonęło życie kilkunastu tysięcy żołnierzy AK. Po 63 dniach, kiedy upadło, mieszkańców wypędzono, a warszawski korpus AK znalazł się w niewoli niemieckiej. Wielu z jego żołnierzy pozostało na emigracji na Zachodzie. Ci, którzy wrócili, byli nie tylko rozpracowywani i represjonowani. Dowódcy obwodów i zgrupowań, redaktorzy prasy podziemnej byli fałszywie oskarżani, sądzeni i skazywani na karę śmierci lub wieloletniego więzienia. Sam fakt, że ktoś był członkiem polskiego ruchu niepodległościowego - AK, NSZ czy innej organizacji - oznaczał, że uprawiał działalność antysowiecką. Część warszawskich akowców dalej uczestniczyła w konspiracji. Jednak po tak straszliwych stratach zadanych przez Niemców i Rosjan, Warszawa miała złamany kręgosłup. Podczas okupacji hitlerowskiej po raz ostatni odegrała tak ważną rolę w historii polskiego oporu. W czasach komunistycznych nigdy już tego nie powtórzyła. Ale i wtedy powstawały w Warszawie struktury zrzeszenia WiN, prowadzona była praca podziemna, a warszawscy akowcy działali w różnych strukturach niepodległościowych na terenie całego kraju. Ostatnich uczestników Powstania Warszawskiego odnajdziemy w latach 50., walczących w oddziałach partyzanckich.
Dorota
PostWysłany: Pią 10:25, 15 Maj 2009    Temat postu: Wsparcie przyjaciół

Moi kochani, jestem już po badaniu. Niestety nie dowiedziałam się nic o wynikach, gdyż lekarze muszą porównać je z poprzednimi zdjęciami. Za tydzień mają już być wyniki, o których Was poinformuję. Chcę jednak napisać o czymś bardzo ważnym. O przyjaźni, o wsparciu emocjonalnym, którego od Was doświadczam. Bo czym jest wsparcie emocjonalne? I nie chodzi tu tylko o udzielenie wparcia w trudnych chwilach. Myślę, że zakres tego pojęcia jest znacznie większy. Myślę, że takie wsparcie, to nie tylko pomoc w doraźnych problemach, z pocieszeniem w trudnych chwilach, rozmową. Wsparcie to coś więcej! To możliwość opowiedzenia o trudnych sprawach odnoszących się do naszego życia, o bólu, strachu, czy radości.

W przypadku prawdziwych przyjaźni możliwych zagrożeń ze strony innego człowieka, że nas nie zrozumie, po prostu nie ma. Od przyjaciela oczekujemy i wsparcia i zrozumienia. Przyjaciel spełnia potrzebę akceptacji. Rozwija w nas to co wartościowe i wskazuje na to, nad czym powinniśmy popracować, aby się nie bać i bardziej otworzyć się na drugiego człowieka.

Czuję, że ja mam takie wsparcie od WAs. Nie wiem ile razy będę dziękować, ale pewnie będę to robiła tyle, ile się da. Pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie.
ono
PostWysłany: Pią 10:24, 15 Maj 2009    Temat postu: Bezsensowna czystka

Wciąż jeszcze podczas operacji u chorych na raka usuwa się węzły chłonne przyczyniając się do niepotrzebnego okaleczania pacjenta.


Co trzy do pięciu lat zakres wiedzy medycznej podwaja się. Jednak niektóre dogmaty wyznawane przez lekarzy wydają się być nieśmiertelne.

Jeden z nich kultywują chirurdzy już od ponad stu lat: podczas operacji u chorych na raka usuwają nie tylko guz pierwotny, lecz również wszystkie węzły chłonne, które leżą w najbliższym otoczeniu guza. W ten sposób chcą zwiększyć szanse na wyzdrowienie pacjenta.

Pod skalpel trafiają nie tylko powiększone grupy limfatyczne, w których z bardzo dużym prawdopodobieństwem zagnieździł się już rak, lecz również niemal zawsze usuwane są węzły, które nie budzą żadnych podejrzeń. Robi się to w celu pozbawienia raka ewentualnych przyczółków, które umożliwiłyby mu ekspansję na inne organy.

Za skrupulatność lekarzy pacjenci płacą często wysoką cenę. W zależności od tego, gdzie i z jaką drastycznością operatorzy wykonują cięcia w dorzeczach limfatycznych, pacjenci mogą skarżyć się na drętwienia, pogorszenie sprawności ruchowej, uszkodzenie nerwów, impotencję lub nietrzymanie moczu. - Pomimo to, ogólny wzorzec radykalnych operacji w XX wieku rzadko kiedy był modyfikowany – twierdzi Dieter Hölzel, biometryk i epidemiolog z Regionalnego Rejestru Nowotworów w Monachium (TRM).

Obecnie Hölzel wraz z zespołem zaczyna poddawać w wątpliwość sens leczenia polegający na radykalnym usunięciu regionalnych węzłów. Naukowcy z Monachium przeanalizowali dane z Rejestru Nowotworów oraz opublikowane badania międzynarodowe, w których czas obserwacji po operacji sięgał 30 lat.

Rezultat jest niezwykły: ilość usuniętych węzłów chłonnych i sam fakt ich usunięcia nie mają najmniejszego wpływu na czas przeżycia chorego. Ta opinia odnosi się do różnych guzów litych, zaczynając od czerniaka poprzez nowotwór piersi i raka żołądka aż do raka prostaty, raka jelita grubego i raka odbytnicy.

W przypadku pewnej dość często występującej formy raka płuc amerykańscy naukowcy z New Jersey i Rhode Island odkryli, że chirurgiczne usunięcie pierwotnego ogniska wraz z przylegającymi węzłami chłonnymi nie przynosi żadnych korzyści klinicznych – pacjenci nie żyją z tego powodu dłużej. Podobny fakt stwierdzili ostatnio naukowcy z Wielkiej Brytanii na przykładzie raka szyjki macicy.

- Nie ma żadnego przekonującego badania, które by potwierdzało, że usunięcie węzłów chłonnych przyniosło pacjentowi korzyść. To dotyczy wszystkich guzów litych – podsumowuje Hölzel.

”Pokolenia pacjentów cierpiących na nowotwór złośliwy musiały znosić okaleczające zabiegi w błędnej nadziei, że wydłużają sobie życie”, donosi czasopismo ”Medical Tribune” komentując zaskakujące rezultaty.

Jak mogło do tego dojść, że lekarze tak uparcie trzymali się metody, co do której korzyści brakowało dowodów? Niemieccy naukowcy podejrzewają, że znają przyczynę – lekarze wyrobili sobie fałszywe zdanie na temat sposobu rozprzestrzeniania się komórek rakowych w organizmie człowieka.

Do tej pory lekarze byli przekonani, że po pewnym czasie guz pierwotny zaczyna rozsiewać pojedyncze komórki rakowe, które w początkowej fazie osiadają w regionalnych węzłach chłonnych. Stąd rak miałby wyruszać na podbój innych organów, gdzie ostatecznie powstawałyby śmiertelne przerzuty (patrz rysunek). Hölzel uważa, że to błędne podejście. Wprawdzie guzy często atakują położone w swoim pobliżu węzły chłonne, ale najwidoczniej chodzi tu raczej o ślepy zaułek, do którego zabrnął nowotwór, niż o ”trampolinę” do dalszego rozprzestrzeniania się raka w organizmie człowieka. - Nie ma dowodów, że w przypadku nowotworu złośliwego wzrost guza w węzłach chłonnych jest przyczyną odległych przerzutów nowotworowych – ognisko pierwotne rozsiewa wszędzie komórki rakowe, również w węzłach chłonnych, ale stamtąd one się już nie wydostają – mówi Hölzel.


Wzbudzające obawy odległe przerzuty nowotworowe powstają raczej bezpośrednio z guza pierwotnego – i to w bardzo wielu przypadkach o wiele wcześniej niż tłumaczy to tradycyjny model procesu rozprzestrzeniania się komórek nowotworowych.

Potwierdzają to dane ponad 16 tysięcy pacjentów zarejestrowanych w TRM, cierpiących na raka jelita grubego i raka odbytnicy, u których wykryto przerzuty. W ponad 80 procentach przypadków niebezpieczne skupiska przerzutowe wzrastały w wątrobie, mózgu lub płucach, zanim guz pierwotny został w ogóle rozpoznany.

Naukowcy zajmujący się biologią nowotworów potwierdzają, że ogniska nowotworowe rozwijają się w organizmie w dużym stopniu niezależnie od siebie. Badania genetyczne komórek przerzutowych wykazały, że komórki te relatywnie wcześnie zaczynają rozwijać się samodzielnie niezależnie od guza pierwotnego. - Różnice w defektach genetycznych komórek są tak duże, że czasami nie da się rozpoznać, od której pochodzą – wyjaśnia Christoph Klein, biolog z Kliniki Uniwersyteckiej w Ratyzbonie.

Również te wyniki przeczą faktowi, że zaatakowane przez raka węzły chłonne stanowią groźne ogniska, od których choroba zaczyna podbój pozostałych obszarów w organizmie. - Nie wierzę już w teorię linearnego rozprzestrzeniania się raka – mówi Klein.

Mimo to, większość chirurgów zajmujących się nowotworami trzyma się tradycyjnego podejścia. W przypadku wielu guzów litych polowanie na węzły chłonne to standard w leczeniu raka. W operacjach raka jelita grubego w zależności od rozmiarów guza pierwotnego usuwa się do 60 węzłów chłonnych.

W przypadku raka żołądka dąży się do usunięcia jak największej liczby węzłów chłonnych, chociaż doprowadza to nawet do wzrostu śmiertelności chorych. Również przy raku prostaty czy guzach narządów głowy i szyi chirurdzy wycinają węzły dość często tylko na podstawie podejrzeń.

- Co trzeba dodatkowo wyciąć, to się wycina – wyjaśnia Hans-Peter Bruch z Kliniki Uniwersyteckiej w Lubece. Inaczej może zaistnieć niebezpieczeństwo, że zaatakowane przez raka węzły chłonne zaczną wzrastać w sposób niekontrolowany. Tylko w przypadku nielicznych odmian raka, takich jak rak piersi lub nowotwory złośliwe skóry, chirurdzy podchodzą już do tego ostrożniej.

Kiedy ten wyznawany od ponad stu lat dogmat runie, wciąż pozostaje zagadką. - Może to potrwać jeszcze długo – mówi Hölzel, - ta tematyka jak na razie nie dotarła jeszcze do przedstawicieli niektórych specjalności.

Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group